Strony

piątek, 13 lutego 2015

"Family"


- Chester, musimy porozmawiać.-zakomunikowała, gdy Mike pojechał do swojego domu. Mężczyzna siedział w tym momencie na kanapie i z wyciągniętymi nogami na stoliku, oglądał telewizję. Usiadła obok niego lecz ten zdawał się jej nie zauważyć.-Słyszałeś co powiedziałam?
- Hmm?- odezwał się niechętnie.
- Musimy porozmawiać...
- Ok. Rozmawiajmy.
- Chester, to poważna sprawa.-powiedziała wyraźnie zirytowana.
- To znaczy?- podniósł się leniwie i usiadł wygodnie, zwracając się tym samym do Liv.
- Nie pamiętasz, co się działo wczoraj w nocy zanim przyszedł Mike, prawda?- zapytała niepewnie.
- Niee...-zaczął niepewnie.- No nie mów, że my coś ten tego.-dokończył zrezygnowany.
- Zanim przyszedł Mike, czyli wtedy jak wpadliśmy cali mokrzy do domu...-zrobiła krótką przerwę i wypuściła ze świstem powietrze.- Pocałowałeś mnie.- spuściła wzrok, a Chester zakrztusił się własną śliną.
- Ale wiesz...że...ja...ten...no...że my...- zaczął się nerwowo jąkać.
- Wyduś to z siebie.- ponagliła go Liv.
- Liv, ja przepraszam. Byłem pijany, nie wiedziałem co robię.- tłumaczył się.
- Chazz, spokojnie. To było...miłe.- przypomniała sobie ten moment kiedy ich wargi się złączyły.- Ale...ja chyba do ciebie nic nie czuję. Teraz pytanie, czy dla ciebie ten pocałunek coś znaczył?- zapytała spokojnie.
- Skąd mam wiedzieć, skoro byłem pijany.- Opadł całym ciałem na kanapę lecz po chwili poderwał się do poprzedniej pozycji.- Ale naprawdę przepraszam.- spojrzał w jej oczy.
- Nic się nie stało.- uśmiechnęła się.- Traktuję cię jak starszego brata, którego nigdy nie miałam także jest ok. Po prostu zapomnimy o tym, ok?
- Ja nie mam czego zapominać.- zaśmiał się.- No, ale ok. Ja traktuję cię jak siostrę, także widzę, że myślimy podobnie.- objął ją ramieniem i przytulił do siebie.
- Wiesz...jak siostra bratu powiem ci, że wyglądasz cholernie dobrze w tej fryzurze. Nic  tylko brać.- zaśmiali się oboje.
- A ja jak brat siostrze powiem ci, że wyglądasz cholernie seksownie w samej bieliźnie i mojej koszulce.- powiedział przez co Liv zarumieniła się.- Dobra, skończmy już.- zaśmiał się.
                Siedzieli tak jeszcze dobre dwie godziny. Rozmawiali, oglądali jakiś nudny film, śmiali się ze wszystkiego. Liv czuła się okropnie. Wszystko ją bolało, ciągle pociągała nosem.
- Wiesz...chyba się przezię..- kichnęła.-...biłam jak wczora...-kichnęła-...wczoraj wracaliśmy.
- Tym bardziej, że później komuś nie chciało się założyć ubrań....
- No ja już tutaj palcem pokazywać nie będę kto leżał w samych gaciach.- zaśmiała się i wstała.- Pójdę się położyć. Jakoś tak wszystko mnie boli....
- Ok. Ty idź się połóż, a ja ci zagrzeję cudowny bulion mojej babci, który działa na przeziębienie lepiej niż leki.
- Zabrzmiało jak w jakiejś reklamie.-zaśmiała się.
- Cicho tam. Idź już.- zrobiła co kazał i już po chwili leżała pod ciepłą kołdrą.
                15 minut później do pokoju przyszedł Chester. W dłoni trzymał kubek z parującym napojem.
- Masz, pij.- podał ostrożnie dziewczynie.- Jak byłem mały, moja babcia zawsze robiła mi ten bulion, gdy byłem chory. Stawiało mnie na nogi jeszcze tego samego dnia. Mam nadzieję, że ci pomoże.- powiedział i usiadł obok niej na łóżku.  Liv podziękowała i dosyć szybko wypiła.
- Ej, ej! Nie tak szybko, bo się poparzysz!- zganił ją, ale nie posłuchała.
- Pyszny był.
- Przekażę babci.- uśmiechnął się.
- Zi-zimno...- Liv zaczęła zgrzytać zębami. Chester poderwał się z miejsca.
- Posuń się.- nakazał,  a ona wybałuszyła oczy.
- Co ty robisz?- zapytała kiedy ściągnął koszulkę. Z jednej strony była przerażona jego zachowaniem, ale z drugiej...mogła podziwiać te wszystkie tatuaże zdobiące jego ciało. Przełknęła nerwowo ślinę. Traktujesz go jak brata, więc się kurwa uspokój.- zganiła się w myślach.
- Ściągaj koszulkę.- powiedział, a ona jeszcze bardziej wybałuszyła oczy.- Ufasz mi?- pokiwała niepewnie głową.- No właśnie. Ściągaj.- nakazał. Zrobiła co kazał. Ściągnęła koszulkę. Zakryła się po same uszy, a Chester tylko zaśmiał się i już po chwili leżał obok niej pod kołdrą.
- Czuję się co najmniej dziwnie.- wymamrotała.
- Wiem, ja też. Czytałem kiedyś w jakiejś książce, że jak komuś zimno to najlepiej jest ogrzać tą osobę swoim ciałem. Najskuteczniej działa kiedy skóra ma ze sobą bezpośredni kontakt, dlatego też kazałem ci zdjąć koszulkę.
- Nie chcę wiedzieć w jakiej to książce przeczytałeś...
- Cicho bądź i się przytul, bo robię to żeby ci cieplej było.- przytuliła się do niego. W pewnym momencie chciała od niego odskoczyć. Wydawał się jej taki...gorący? W dosłownym tego słowa znaczeniu.
- Ty przypadkiem nie masz gorączki?- zapytała wtulona w niego.
- Niee...-odpowiedział niepewnie.- a co?
- Bo ciepły strasznie jesteś.
- Taki ze mnie gorący chłopak.- zaśmiał się.
- Zostaniesz moim własnym, przenośnym grzejnikiem?- zapytała ze śmiechem.
- To oświadczyny?- oboje wybuchli śmiechem. Objął ją ramieniem i nawet nie zauważyli kiedy zasnęli.
                Chester mówił prawdę kiedy opowiadał o "cudownym bulionie". Liv szybko stanęła na nogi i następnego dnia była zdrowa jak ryba. Kiedy rano się obudziła i nie zastała obok siebie Cheza, postanowiła się ogarnąć. Po porannej toalecie i ogólnym ogarnięciu się, zeszła na dół. Czując zapach jajecznicy weszła do kuchni. Przy kuchennym blacie stał on. Człowiek, który uratował jej życie, zapewnił dach nad głową i jeszcze do tego się nią opiekuje. Stał tyłem do niej toteż jej nie zauważył. W każdym razie ona tak myślała.
- Dzień dobry mała.- powiedział choć dalej się nie odwrócił.- Jak się spało?- zapytał, a Liv stała z wybałuszonymi oczami. Nie odpowiadała mu, więc odwrócił się.- A tobie co?- zapytał zdziwiony.- Wyglądasz jakbyś ducha zobaczyła.
- Skąd ty...wiedziałeś, że tu jestem?- spytała jeszcze bardziej zdziwiona niż on. W tamtej chwili Chester zdał sobie sprawę, że nie ma pojęcia skąd to wiedział. Przeczesał ręką włosy i zdawał się nad czymś myśleć.
- Ty wiesz, że nie mam pojęcia?- wymruczał po chwili.- Hm, dziwne.- skomentował i zabrał się za nakładanie jedzenia na talerze. Liv zauważyła, że na stole leżą nie dwa, a trzy talerze.
- Po co ten trzeci talerz?- zapytała, a on spojrzał się na zegarek.
- Za jakieś...dwie minuty wparuje tu Mike z jakimś jego tekstem typu "Chesteeeer! Głodny jestem" albo "Dawaj amciu albo wpierdol"- powiedział, a Liv zaczęła się śmiać.
- Umówiliście się, czy jak?
- Nieee. On tak zawsze przychodzi. O, czekaj...-po raz kolejny spojrzał na zegarek.- Pięć...cztery...trzy...dwa...jeden...- jego odliczanie przerwał trzask drzwi wejściowych i wrzask Mike'a.
- Chesteeeer! DAWAJ AMCIU!- wydarł się.
- On tak zawsze?- zapytała Liv, a Chester pokwiał tylko głową.
- No! Gdzie ta moja puszczalska jest?- wszedł do kuchni, a Chez i Liv wymienili się zdziwionymi spojrzeniami- Tutaj jesteś kochana.- powiedział i przytulił Chestera.
- Weź spieprzaj co?- odepchnął go.
- Kochanie, uważaj bo poronisz!- krzyknął Shinoda. Dziewczyna widząc to całe przedstawienie wybuchła śmiechem natomiast Chazz był wyraźnie wnerwiony.
- Możesz łaskawie przestać?- oburzył się.
- Oj dobrze już, dobrze.- Mike uniósł dłonie w geście obronnym i usiadł przy stole.- Powiem ci, że Anna miała z ciebie niezły ubaw.-nastała chwila ciszy.-To co dzisiaj jemy?- zapytał, a Liv I Chester przywalili sobie facepalmy.
Zjedli śniadanie w ciszy. Liv musiała przyznać, że Chester robi wyśmienitą jajecznicę. Sama nie umiała takiej zrobić. Po skończonym posiłku dziewczyna poszła do swojego pokoju. Postanowiła trochę posiedzieć przy komputerze. I tak oto zleciały jej około dwie godziny. Znudzona zeszła na dół do salonu, ale nikogo nie zastała. Zauważyła jedynie kartkę na stoliku.
Jestem w pracy. Będę około 17:00. Nie chciałem Ci przeszkadzać dlatego piszę tą wiadomość. Zostawiam Ci trochę kasy na jakiś obiad. Wybacz, że sam niczego nie zrobiłem, ale nie miałem zbytnio czasu.
                                                                                                                Twój popapraniec, Chester. :>

Schowała pieniądze do kieszeni i postanowiła, że pójdzie rozglądnąć się za jakąś pracą. Ubrała się i wyszła z domu. Skierowała się w stronę pobliskiej straży pożarnej. Szkołę średnią kończyła w Polsce, a było to technikum chemiczne, a poza tym kończyła kurs strażacki  toteż mogła pracować w straży. Ten zawód zawsze ją fascynował. Zawsze uważała, że skoro sobie pomóc nie może to dlaczego nie mogłaby ratować innych? Weszła na teren koszar i skierowała się do biura. Okazało się, że jest jeszcze wolne miejsce. Mogła zaczynać pracę od zaraz. Jej nowy przełożony oprowadził ją po całych koszarach, przydzielił wieszak i ubranie. Po wyjściu ze straży poszła na miasto coś zjeść i zaraz wracała do jej domu. Nowego domu, w którym mogła czuć się bezpiecznie. W każdym razie taką miała nadzieję. Po drodze wpadła na Samathę- żonę Chestera.
- Ooo...kogo moje piękne oczy widzą...-powiedziała tym swoim przesadnie słodkim głosikiem.- Nowa dziwka naszego kochanego Benningtona?- dodała, a w Liv aż się zagotowało.
- Daj mi spokój kobieto i zejdź z drogi zanim ci coś zrobię.- warknęła lecz tamta roześmiała się.
- Ty? A co ty mi możesz zrobić słońce?
- Dużo.- Liv w końcu podniosła na nią wzrok. Jej oczy aż świeciły tą rażącą zielenią. Tym razem nawet szkła kontaktowe nie pomogły. Samantha jakby przeraziła się.- Po pierwsze, nie masz prawa mówić, że jestem dziwką;  po drugie, to nie jest żaden "nasz kochany Bennington", a po trzecie z nas dwóch jedyną dziwką jesteś ty. Ja nie pieprzę się z kim popadnie i nie żyję na pastwę losu osoby, która kocha mnie nad życie.
- Może dlatego, że nie posiadasz osoby, która by cię pokochała?- zauważyła złośliwie.
- Być może. W każdym razie nie byłam, nie jestem i nie będę taka jak ty.
- Czyli jaka?
- Nie będę taką tępą idiotką jak ty.- powiedziała, a Samantha już zamachnęła się by ją uderzyć lecz Liv chwyciła ją za rękę i popatrzyła prosto w oczy. Jak nigdy była pewna siebie.- Nawet nie wiesz jak go zraniłaś. Przez ciebie się załamał. Myśli, że to jego wina, a tak naprawdę wina leży tylko i wyłącznie po twojej stronie. Brzydzę się takimi ludźmi jak ty. A teraz zejdź mi z drogi spieprzaj stąd zanim stracę panowanie nad sobą.- Sam wyrwała się z jej uścisku i zmierzyła ją wzrokiem.
- Banda psycholi.- prychnęła.- Pasujecie do siebie.- dodała i odeszła. Liv otrząsnęła się z transu, który nią zawładnął i skierowała się do domu.
                Dzień szybko jej zleciał. Po 17:00 do domu wrócił Chester. Dowiedziała się, że pracuje w Burger Kingu. Nie spodziewała się tego po nim, ale przecież znała go krótko. Wpadł do nich również Shinoda. Rozmawiali dobre dwie godziny kiedy Mike oświadczył, że musi udać się za potrzebą toteż Chez i Liv zostali sami.
- I jak ci minął dzień? Co porabiałaś?- zapytał z ciekawością.
- Poszłam rozglądnąć się za pracą...-napotkała jego zabójcze spojrzenie.- Oj no weź, nie będziesz mnie utrzymywał. Otóż znalazłam pracę...w straży pożarnej.
- W straży?- zdziwił się.
- Mhm. Chodziłam do technikum chemicznego w Polsce. Poza tym skończyłam kurs strażacki. Mogę zawodowo pracować jako strażak. Nie tylko jako ochotnik.- uśmiechnęła się z dumą.
- No popatrz, kto by pomyślał, że takie malusie coś będzie panią strażak...-powiedział z podziwem.
- Żadne "małe coś", ok?- zaśmiała się.- Pracę w sumie zaczęłam od zaraz. Mam już swoje ubranie na akcje i koszarówkę.
- Koszarówkę?
- No tak. Ubranie robocze. Do prac typu: malowanie, babranie się w smarze, mycie samochodów itd.- wyjaśniła.
- Aaaa. Ok, rozumiem. I co? Jak będzie wyglądała twoja praca?
- Dostałam swój pager, musiałam podać swój numer telefonu, aby w czasie kiedy wyje syrena nie dzwonił tylko pager, ale też mój telefon. Tak na wszelki wypadek, jakbym podziała gdzieś to małe ustrojstwo. Prezes pozwolił mi jechać na najbliższą akcję, więc będę mogła się wykazać.
- Dlaczego wybrałaś akurat straż?
- Wiesz...od zawsze fascynował mnie ten zawód. Chciałam pomagać ludziom. Tak bezinteresownie. Po moim, hm...wypadku to pragnienie się nasiliło. Skoro nie potrafiłam pomóc sobie to dlaczego by nie spróbować pomóc innym, którzy i tak mają gorzej ode mnie? Poza tym...zawsze ciągnęło mnie do ognia.- uśmiechnęła się.
- Ty piromanie jeden!- zaśmiał się.- A później co robiłaś?
- Mój nowy przełożony pokazał mi całe koszary i miejsce, gdzie mam wieszak. Później poszłam coś zjeść na miasto i zaraz wracałam do domu. Ale przecież mój dobry humor nie może trwać więcej niż dzień, prawda? Toteż na ulicy spotkałam tą pokrakę czyt. Samathę.
- Co ci mówiła?- Chester wyraźnie posmutniał.
- Nic co by mogło okazać się wartościowe. Kazałam jej spieprzać, a później wróciłam do domu. Siedziałam trochę w swoim pokoju i wypuściłam z klatki chomika w takiej specjalnej kuli, w której może sobie biegać i ani nigdzie nie ucieknie, ani nie przegryzie ci żadnych kabli także bądź spokojny.- zaśmiała się.- Ty, czemu Shinoda tak długo nie wraca?- zauważyła.
- Nie wiem...może utopił się w sedesie?- zaśmiali się oboje. Nagle usłyszeli jak ktoś z hukiem zbiega ze schodów.- Słuchaj...ty chomika do klatki już schowałaś?- zapytał.
- Nie...- nie zdążyła dokończyć, ponieważ przerwał jej przeraźliwy pisk Mike'a. Zobaczyli tylko jak przebiegał z krzykiem z jednego do drugiego pokoju, a za nim podążał chomik w kuli. Wybuchli głośnym śmiechem. To była doprawdy komiczna scena. Mike z krzykiem uciekający prze małym chomikiem. Po chwili wskoczył na kanapę, gdzie siedzieli Chester i Liv.
- Weźcie to! Weźcie!- krzyczał.
- Mike...- zaczął Chazz.
-WEŹ TO KURWA!- wrzasnął, gdy chomik przybliżył się do kanapy. Liv dalej się śmiejąc, podniosła kulę z chomikiem i wyjęła go z niej.
- Mike...to jest chomik....- dokończył Chester. Znowu zaczął się śmiać, a Shinoda już nieco opanowany usiadł na kanapie i odetchnął z ulgą.
- Ja pierdole...-złapał się za serce.- W życiu się tak nie wystraszyłem....Ja tu siedzę w kiblu, co nie? I nagle słyszę coś w prysznic stuka, no i wiadomo jak już zrobiłem swoje, podchodzę do tego pieprzonego prysznica, a tam szczur! Się przestraszyłem, że może jakąś wściekliznę ma czy coś, a tu się okazuje, że to chomik.- uderzył się z otwartej dłoni w czoło i zaczął się śmiać.- Prawie na zawał zszedłem. Tak w ogóle to od kiedy ty masz chomika, co?- zapytał z wyrzutem Chestera.
- To mój chomik.- wtrąciła się Liv.
- Aaa...to już wiem dlaczego go wcześniej nie widziałem. Siema mały.-zwrócił się do małego stworzenia, które właśnie czyściło łapki siedząc na dłoni swojej pani.- Jak się zwie?- zapytał.
- Stefan, Stef, Stefek, Stefano...jak wolisz.- zaśmiał się Chester.
- Ty! Weź go na chwilę na ręce.- Mike zwrócił się do przyjaciela. Chez wziął małego na ręce i wbił pytający wzrok w Shinodę, który zaczął się chichrać.
- Z czego ty się znowu śmiejesz?- zapytał zrezygnowanym tonem Bennington.
- Śmiesznie to wygląda. Ty taki groźny, no wiesz, czerwony irokez, kolczyk w wardze i w ogóle, a na dłoni takie małe cuś.
- Jak to fajnie wygląda...-zauważyła Liv.- Słodki jesteś bracie.- zwróciła się do Chestera i uśmiechnęła się.
- Bracie?- skrzywił się Mike.- Ja tu myślałem, że jakieś romanse się szykują, a tu takie "bracie". Serio?- powiedział z wyrzutem. Liv i Chester popatrzeli się na niego jak na idiotę.- No co?
- Przecież ci mówiłam, że traktuję Chazza jak brata...-zaczęła Liv.
- Jakoś jeszcze wcześniej mówiłaś co innego...
- A może tak byś się zamknął...
- A może jednak nie...
- Zamknij ryj.- warknęła.
- O co wam chodzi?- zapytał zdezorientowany Chester.
- O to, że przez jego jakże fascynujące pytanie omal nie zadławiłam się sokiem kiedy mnie u niego zostawiłeś wtedy w nocy, ale błagam, nie mówmy o tym. Przecież coś ustaliliśmy, prawda?
- No okay...
- Co ustaliliście?- zapytał dociekliwy Mike.
- Nie interesuj się.- odparł Chez.
- Ustaliliśmy, że traktujemy się jak rodzeństwo.- odpowiedziała Liv.
- Stary! Jesteś gejem?!- Shinoda aż podskoczył ze zdziwienia.
- NIE!- zaprzeczył Bennington.- Po prostu doszliśmy do wniosku, że nic do siebie nie czujemy i tyle. Chłopie, ja jeszcze pozwu rozwodowego nie złożyłem, a ty mi tu z jakimiś romansami wyjeżdżasz.
- Ja wam mówię...będą z tego dzieci.- wyszczerzył się Spike.- A teraz już spadam, bo musicie mieć czas na te wasze "braterskie sprawy".- podniósł się z kanapy, ubrał się i podśpiewując pod nosem: " Będą seksy, będą seksy umc umc jeb pizd łubu dubu dubu" wyszedł z domu.
- Niezły dubstep mu wyszedł.-zaśmiał się Bennington.
- Jezu...dobrze, że on nie wie o wczorajszej nocy...- Liv klapnęła z powrotem na kanapę.
- No...Tak w ogóle to chciałbym cię za to przeprosić. To było...dziwne.
- Ta, wiem. Ale jest ok. Tylko więcej nie rób takich akcji ze ściąganiem koszulek, ok?
- Mhm.
Ich rozmowę przerwał dzwoniący telefon dziewczyny. To był alarm ze straży.
- No wiecie co! Pierwszy dzień roboty i już wyjazd?- panikował Bennington, gdy dziewczyna w pośpiechu zbierała swoje rzeczy.
- Chazy, zluzuj majty.- odparła zakładając pośpiesznie buty.- Będzie dobrze bracie.-cmoknęła go w policzek i wybiegła z domu.
- Uważaj na siebie!- krzyknął za nią. Gdy zniknęła z jego pola widzenia, zamknął drzwi i postanowił pooglądać sobie telewizję, aby zabić czas w oczekiwaniu na powrót Liv.
                Dziewczyna wpadła  do remizy jak burza. Z błyskawiczną prędkością nałożyła ubranie do wyjazdów i pobiegła do wozu. Usiadła między nowymi kolegami z pracy i już chwilę później byli w drodze do miejsca zdarzenia. Z radia CB dowiedziała się, że jadą do wypadku. Kiedy dojechali na miejsce, dziewczyna przeżegnała się i wysiadła wraz z innymi z wozu. Wiedziała, że widok, który ją zastanie może być makabryczny, ale nie wyobrażała sobie, że będzie AŻ tak makabryczny.

"Let's Start New Life!"


Pogwizdując pod nosem zapakował torby na tylnie siedzenia samochodu. Klatkę z chomikiem położył na przednie siedzenie, gdzie wcześniej siedziała Liv. Na samą myśl o tej dziewczynie zrobiło mu się ciepło na sercu. Na jego twarzy zagościł uśmiech. Oparł się tyłem o samochód. Liv...Niezwykła dziewczyna. Taka miła, ciepła...Nie wyśmiała go kiedy się rozbeczał jak baba. Pomogła mu się otrząsnąć i podjąć właściwą decyzję w sprawie Samathy. I te jej oczy! Takie niesamowite. Niepowtarzalne. Chociaż... Dałby sobie rękę uciąć, że już kiedyś widział podobne. Tylko bardziej...żółte? Bursztynowe? Sam nie wiedział. Nagle z rozmyślań wyrwał go przerażający dziewczęcy krzyk.
- Liv!- krzyknął i z niesamowitą prędkością znalazł się przy drzwiach wejściowych do domu. Złapał za klamkę lecz drzwi były zamknięte. Niewiele myśląc kopnął je z całej siły i już chwilę później uderzyły z impetem o ziemię. Stojąc w hallu rozejrzał się na wszystkie strony wzrokiem szukając dziewczyny. Wzrok Chestera padł na drzwi na lewo, ponieważ tylko one były zamknięte. Jego oczy zapłonęły jakby żywym ogniem. Krew zagotowała się w żyłach. W głowie dudniło jakby jego czaszka zaraz miała rozlecieć się na milion drobnych kawałeczków. Te drzwi podzieliły los tych wejściowych. Z całej siły huknęły o podłogę, a oczom młodego mężczyzny ukazała się nieprzytomna Liv leżąca na podłodze i ten łajdak pochylający się nad nią. Pięści Chestera zacisnęły się by w ułamku sekundy z całej siły uderzyć w głowę tamtego mężczyzny. Powalił go na podłogę i okładał pięściami. Był do tego stopnia wzburzony, że nie panował nad tym co robi. Widząc, że tamten stracił przytomność, nagle obudził się z tego przerażającego transu i uwolnił się od żądzy mordu. Jeszcze przed chwilą naprawdę chciał zabić tego sukinsyna. Opanował się i doskoczył do dziewczyny leżącej za nim. Dalej była nieprzytomna. Ściągnął swoją koszulkę i naciągnął na jej bezwładne ciało. Wziął ją na ręce i zaniósł do samochodu. Sam wsiadł za kierownicę. Przymknął oczy, policzył do dziesięciu po czym odpalił silnik i ruszył w stronę Miasta Aniołów. Tam udał się do szpitala i z Liv na rękach wołał lekarza. W tamtym momencie był przerażony, że może ją stracić. I to z własnej winy! Gdyby nie on, nie byłaby teraz nieprzytomna. Chester, co ty pieprzysz...Byłoby tak samo. Ogarnij się.- skarcił się w myślach.
                Siedział na plastikowym krzesełku przed  salą nr 24. Zniecierpliwiony czekał na jakiekolwiek wiadomości od lekarzy. Zrezygnowany schował twarz w dłonie. Musi jej pomóc. Za wszelką cenę. Inaczej ona wróci do tego domu. Przecież nie ma gdzie się podziać. Nie! Nie wróci! On jej nie pozwoli! Teraz będzie mieszkała razem z nim, a jak nie będzie chciała to poszuka jej jakieś mieszkanie. Pomoże jej finansowo. Dziewczyna wyjdzie na prostą.
- Panie Bennington?- usłyszał głos przed sobą. Uniósł głowę i jego oczom ukazał się lekarz. Kiwnął twierdząco głową.- Dziewczynie nic nie jest. Straciła jedynie przytomność z powodu silnego uderzenia w głowę.
- Ten mężczyzna próbował ją zgwałcić...- wypuścił głośno powietrze z płuc.- Czy...Czy udało mu się?
- Na szczęście nie.- chłopak odetchnął z ulgą i uśmiechnął się lekko. Lekarz poklepał go po ramieniu szeroko się uśmiechając.- Wielki szacunek za odwagę panie Bennington. Spotkałem w swoim życiu wielu ludzi, ale nie każdy miałby odwagę zrobić coś takiego. Większość z nich spierdzielałaby na kilometr. Z panią Sanders już wszystko dobrze. Może pan do niej iść i zabrać do domu.-powiedział i już za chwilę go nie było.
Uśmiechnięty chłopak otworzył szybko drzwi i wszedł do sali. Liv właśnie wstawała z łóżka. Na jego widok uśmiechnęła się lekko. Doskoczył do niej i przytulił z całej siły.
- Dziękuję.-wydusiła z siebie.
- Już więcej tam nie wrócisz. Zaraz wracamy do mnie do domu. Zamieszkasz tam. I twój chomik też. Mike będzie nas odwiedzał. I robił nam te swoje naleśniki. Bo wiesz, on robi zajebiste naleśniki. I będziemy balowali do rana. I później zdychali przez kaca. Będziesz miała wszystko czego zapragniesz. Dostaniesz swój pokój i będziesz mogła urządzić go po swojemu. Zabiorę cię na zakupy i kupię co tylko będziesz chciała. Będziemy pieprzonymi najlepszymi przyjaciółmi i zawsze będziemy trzymali się razem. Będziemy oglądali filmy, jedli lody, czekoladę i chodzili w namiotach. Takich w kwiatki, serduszka, nawet w pieprzone różowe Hello Kitty, ale więcej już tam nie wrócisz. Nie pozwolę na to.-wyrzucił to z siebie z prędkością światła. Musiał mocno zacisnąć powieki żeby się nie rozpłakać. Dziewczyna wtuliła się w niego jeszcze bardziej.
- Jesteś niesamowity.-oderwała się od niego i pocałowała w policzek.- Chodźmy już.- pociągnęła go za sobą.
15 minut później byli już u Chestera. Mężczyzna oddał jej na własność pokój, w którym spała tamtej nocy. Liv rozpakowała wszystkie swoje rzeczy, a klatkę z chomikiem postawiła na ciemnym biurku. Strasznie podobał się jej kolor ścian. Wiśniowy. Jeden z jej ulubionych kolorów.
                Resztę dnia spędzili na rozmowach, jedzeniu i oglądaniu filmów. Wieczorem Chester zaprosił Liv do klubu. Ta niechętnie się zgodziła lecz później tego nie żałowała. Bawili się w najlepsze. Tańczyli, pili, rozmawiali, później znowu tańczyli i tak w kółko. Teraz akurat siedzieli przy barze i rozmawiali.
- Liv, tak właściwie to dlaczego mieszkałaś w tamtym domu tak długo?- zapytał Chaz.
- Nie miałam gdzie się podziać. Raz Kate chciała mnie przygarnąć, ale jej rodzice się nie zgodzili.
- Dlaczego?- popatrzył się na nią zdziwiony. Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Błagam cię...Nikt nie chce mieszkać pod jednym dachem z psychiczną ćpunką, która chciała się zabić.
- Chuje.-prychnął i wypił kolejnego drinka.- Bierzesz?- zapytał niepewnie.
- Nie.-odpowiedziała stanowczo.- Skończyłam z tym dawno temu. Zrozumiałam, że to do niczego nie prowadzi i doszczętnie mnie wyniszcza. Wiesz, jakiś wewnętrzny głos mi mówił, że nie mogę teraz umierać. Jeszcze mam coś do zrobienia na tym pieprzonym świecie i muszę wziąć się w garść. A poza tym...Nie chciałam dać tej satysfakcji moim wrogom.-wyszczerzyła się wrednie.- Jestem zimną suką.-również wypiła swojego drinka. Nagle za Chesterem zauważyła pewnego mężczyznę. Na oko miał tak gdzieś...26 lat? Wszystko byłoby dobrze gdyby nie te oczy. Wydawałoby się, że świecą, gdy pada na nie światło.  W dodatku szedł w ich stronę. 
 
- Chester...Chodźmy stąd.-pociągnęła go za rękę do wyjścia.
- No eeeej!- protestował kiedy byli już na zewnątrz.- A tobie co?- zapytał zdenerwowany.
- Nic. Po prostu miałam zwidy.- potrząsnęła głową.- Wracajmy już.- jak powiedziała tak i zrobili. Jeszcze po drodze złapał ich deszcz, więc ubrania im przemokły. Kiedy wrócili do domu, poszli się przebrać. A później? Później urządzili sobie drugą imprezę. Pili, skakali po łóżkach, biegali po całym domu. Około drugiej w nocy urwał im się film.
                Leniwie otworzyła oczy. Spróbowała wstać lecz coś, a raczej ktoś jej to uniemożliwił.
W pierwszej chwili nie poznała osobnika pod nią toteż zerwała się z krzykiem na równe nogi. Dokładnie przypatrzyła się mężczyźnie śpiącym na podłodze, który właśnie zaczął się budzić. Chester?- pomyślała. Jednak coś się zmieniło w jego wyglądzie. Już nie był blondynem. Teraz miał czarne włosy i czerwony irokez. Na środku jego ust, pod wargą zauważyła kolczyk. Kiedy?- zapytała samą siebie. Dotarło do niej, że leżała na Chesterze. Zaraz, co? Leżała na Chesterze?! I to całym ciałem. Jezu Chryste, co tu się stało?- pomyślała przerażona. Ku jej przerażeniu leżał w samych bokserkach. Co gorsza, ona stała w samej bieliźnie i jakiejś za długiej męskiej koszulce. Przetarła nerwowo czoło. No tak...Spali na podłodze w salonie. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Ujrzała pełno butelek po alkoholu, ubrania (zapewne Chestera) i porozrzucane pióra, które jeszcze wczoraj były wypełnieniem poduszek. - Chez, wstawaj.- nic.- Chester! Wstawaj!- krzyknęła, a ten od razu zerwał się na równe nogi. Zlustrował ją od góry do dołu. Mężczyzna leniwie usiadł, przeciągnął się i przetarł zaspane oczy.
- Aaaale szo sie ształo?- zapytał ledwo przytomny.
- Możesz mi powiedzieć dlaczego obudziłam się na tobie, w samej bieliźnie i koszulce już nawet nie wspominając o tym, że ty spałeś w samych bokserkach w dodatku na środku salonu? Tak w ogóle to popatrz w lustro.- zrobił co kazała. Podszedł do lustra.
 
- Ło ja...- zdziwiony przeczesał włosy.
- Pamiętasz coś?- zapytała nerwowo.
- No tak jakby...Wiem, że dużo piliśmy, skakaliśmy po łóżkach, biegaliśmy po całym domu, rozpieprzyliśmy poduszki, śpiewaliśmy do dezodorantów udając że to nasze mikrofony, uczyłaś mnie tańczyć "Poloneza", a później przyszedł Mike...
- Co mnie obgadujecie?! Ja wszystko słyszę!- do salonu wszedł wesoły Shinoda. Zlustrował zdezorientowaną dwójkę wzrokiem i zaśmiał się wrednie.- Widzę, że ktoś tu czasu w nocy nie tracił.- poruszył zabawnie brwiami, a Chester i Liv spojrzeli na siebie przerażeni.- A tak w ogóle to fajna fryzura Chazz.
- My chyba nie...-zaczął Chester ignorując wzmiankę o fryzurze. Mike popatrzył  na niego i zaczął się śmiać.
- O Boże.- krztusił się przez śmiech.- Wy naprawdę niczego nie pamiętacie?
- NIE!- odpowiedzieli razem.
- Ok...HAHAAHAHAHA!- dalej się śmiał.- Wy się ogarnijcie, a ja wam zrobię moje zajebiste naleśniki i wszystko wam opowiem.- poszedł do kuchni.  Chester i Liv poszli się ubrać oraz ogarnęli trochę w salonie.
                15 minut później wszyscy siedzieli w kuchni zajadając naleśniki Shinody. Ku zdziwieniu Liv, Mike był naprawdę dobrym kucharzem.
- W ogóle to ja się dziwię, że wy sobie tak na luzie siedzicie i nic was głowa nie napieprza i w ogóle.-zaczął Spike przerywając ciszę. Liv i Chester spojrzeli się na siebie, a później na niego.
- A-Aż tak źle było?- jąkał się Chez,  głośno przełykając ślinę. Mike widząc ich miny najpierw spojrzał się na nich jak na idiotów, a później wybuchł donośnym śmiechem.
- Mam go zacząć reanimować?- mruknęła Liv do Chestera słysząc dosyć dziwny śmiech Bruneta. Ten tylko parsknął śmiechem.
- Nie musisz. On tak zawsze się śmieje.- odpowiedział jej z uśmiechem. Kiedy ich towarzysz się uspokoił patrzył się na nich co chwila śmiejąc się pod nosem.
- Wy na serio nic nie pamiętacie?- zapytał z uśmiechem. Wtedy to Liv i Chazz spojrzeli się na niego z miną "Are you fuckin kidding me".
- Nie, nie wiemy, dlatego się pytam, czy serio aż tak źle było.- Chester powoli tracił cierpliwość.
- Stary! Byłeś tak pijany, że zadzwoniłeś do Anny i powiedziałeś jej, że jesteś w ciąży!- znowu wybuchł tym swoim śmiechem.- O właśnie. Miałem cię opieprzyć. Z kim się znowu puściłeś, że w ciążę zaszłeś co? Ładnie to tak mnie zdradzać?- zaśmiał się, a Liv wybuchła salwą śmiechu.-  Później chciałeś obwieścić tą wspaniałą nowinę Sam...- Chester popatrzył się na niego przerażony.- ALE wtedy do akcji wkroczył wujek Mike i zabrał ci telefon z ręki. Wtedy się na mnie obraziłeś i idąc ze szklanką z napojem w dłoni wylałeś go "niechcący" na Liv. Dlatego paradowała w samych gatkach i twojej koszulce. Mogła nałożyć swoje ciuchy, ale jak to stwierdziła twoje są  "lepsze i wygodniejsze". Następnie biegaliście po całym domu i skakaliście po łóżkach napieprzając się poduszkami aż w końcu wypieprzyłeś się na schodach i potłukłeś sobie dupę.
- To dlatego mnie tak siedzenie boli...-zauważył Chester.
- Nie przerywaj mi.- skarcił go Shinoda.- Następnie naszło cię na zmienianie wyglądu. Wybiegłeś na godzinę z domu. Prawdopodobnie byłeś u tego swojego kumpla, który mieszka niedaleko. Kiedy wróciłeś, Liv aż wypluła sok, którego zdążyła, a raczej NIE zdążyła się napić.  Później powiedziałem, że już może starczy tej imprezy, ale ty się sfochałeś i zamknąłeś  w łazience z MOIM Łoki Toki, a kiedy Liv musiała skorzystać z łazienki to wspaniałomyślny TY kazałeś jej przez Łoki Toki podać hasło.- Liv przerwała mu salwą śmiechu.- Ty się tak nie śmiej Liv! Do końca życia będę pamiętał ten wasz dialog przez te urządzenia. "Uwaga, podaję hasło. Hasło okoń. Okoń hasło"- powiedział niskim głosem. Wtedy Chazz zaczął się śmiać.- Ty też się nie śmiej. Te twoje wypowiedziane tajemniczym głosem "Hasło nie prawidłowe, łącza zerwane"- imitował głos przyjaciela.- Mnie rozwaliło. Wyszło na to, że dziewczyna musiała iść do łazienki na górę. Ale to jeszcze nic. W pewnym momencie zapadła cisza. Myśleliśmy z Liv, że coś ci się stało, a tu nagle słychać takie "hrrrrrrryyyyy" dobiegające właśnie z łazienki. My wchodzimy i co widzimy? Chrapałeś jak stary niedźwiedź śpiąc pod prysznicem. Oczywiście nie przyszło ci do głowy żeby zakręcić wodę. Byłeś cały mokry dlatego też obudziłeś się rano w samych bokserkach. Oczywiście tak samo jak Liv mogłeś założyć jakieś ubrania, ale jak to powiedziałeś  było ci strasznie gorąco.- przewrócił oczami.- Później znowu wam się zebrało na berka ganianego aż w końcu wpadliście na siebie w salonie, przewróciliście się i tak zasnęliście. Ot, cała historia.- wyszczerzył się od ucha do ucha.
- Ale my nic nie...-zaczęła niepewnie Liv. Shinoda pokręcił przecząco głową.
- No z tego co mi wiadomo to nie, a przecież siedziałem tutaj cały czas.- Chester i Liv odetchnęli z ulgą.- A nie! Czekaj!- ponownie spojrzeli się na niego z przerażeniem.- A nie. Jednak nie.- znowu się wyszczerzył.
- Debil.- skomentował Chazz ze śmiechem. Liv jednak nie było do śmiechu, ponieważ przypomniały się jej te wszystkie wydarzenia z nocy. A szczególnie jedno. Zanim Mike przyszedł, coś się wydarzyło. Chester ją pocałował.

"Like Old Friends"


- Siema!- wrzasnął i już po chwili ujrzeliśmy go w salonie, gdzie aktualnie siedzieliśmy.
- Cześć.- odpowiedziałam równocześnie z Shinodą.
- Nie musisz się tak wydzierać.-dodał Mike. Chester tylko machnął ręką i podszedł do mnie uśmiechając się.
- Chodź, jedziemy.-pociągnął mnie za rękę. Pożegnałam się z Shinodą i poszłam w stronę drzwi za Blondynem.
- Tylko grzecznie mi tam!- przestrzegł nas Mike.
- Morda kapciu.-warknął Chester po czym wybuchliśmy śmiechem i poszliśmy do samochodu.
Po około 15 minutach byliśmy u niego. Siedziałam właśnie na kanapie w salonie, a on przyniósł reklamówki z samochodu. Widać wcześniej był na zakupach. Widząc go, wstałam i poszłam za nim do kuchni ciekawa zakupów.
- Fajnie tu masz.-powiedziałam, kiedy kładł reklamówki na wyspie kuchennej. Odwrócił głowę w moją stronę, uśmiechnął się po czym zanurzył dłonie w torbie i wyciągnął z nich kilka puszek coli i kilka pudełek lodów. Widząc to wybałuszyłam na niego oczy.
- Nie wiedziałem jakie lubisz, dlatego wziąłem wszystkie.-wyszczerzył się do mnie od ucha do ucha.-Będziemy je jedli całą noc.
- I do tego będziemy opijali się colą. Dupy nam urosną.- zaśmiałam się. Chester wziął dwie łyżeczki, lody oraz colę po czym poszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie przed telewizorem.
- Oj tam. Najwyżej będziemy chodzić w namiotach. Ostatnio w telewizji widziałem.-popatrzył na mnie i "zatańczył" zabawnie brwiami.-Taki zajebisty. W kwiatki. Sześcioosobowy. Zmieścimy się razem. -znowu poruszył zabawnie brwiami.
- Podryw na wspólny namiot?- zapytałam ze śmiechem pałaszując lody czekoladowe.
- A skąd. Jakże bym mógł.- zaczął się śmiać.
Przez całą noc jedliśmy lody i oglądaliśmy jakieś nudne horrory. Jednym słowem: bawiliśmy się jak starzy przyjaciele. Szczególnie wtedy, kiedy mój towarzysz napchał sobie do ust tyle lodów, że ledwo zamykała mu się buzia. W dodatku zaczął się śmiać. Wyglądał przekomicznie.  Dopiero około 4 nad ranem wyłączyliśmy telewizję i postanowiliśmy się położyć. Chester wskazał mi pokój, w którym mogłam się przespać. Pożyczył mi jakąś swoją długą koszulkę, abym mogła w niej spać i wskazał drogę do łazienki. Po szybkim prysznicu ubrałam na siebie bieliznę i długą koszulkę Chestera, która sięgała mi do połowy ud. Zdjęłam moje szkła kontaktowe i spojrzałam w lustro. Zawsze podobały mi się moje oczy. Były takie inne, niepowtarzalne. Tylko ja takie miałam i byłam z tego dumna.  Wyszłam z łazienki. Nie miałam siły, aby iść do Chazza i życzyć dobrej nocy toteż tego nie zrobiłam tylko udałam się do pokoju, w którym miałam spać. Nie zważając na nic walnęłam się na łóżko i zasnęłam w mgnieniu oka. Spało mi się nadzwyczaj dobrze. Może to dlatego, że te łóżko było takie miękkie? A może dlatego, że nie musiałam bać się o to, czy mojemu przybranemu ojcu znowu coś strzeli do głowy i czy nie będzie mnie przypadkiem chciał zabić kiedy będę spała? Nie wiem.
Odwróciłam się na lewy bok i otworzyłam zaspane oczy. Myślałam, że na zawał zejdę. Przede mną leżał Chester i wpatrywał się we mnie z wybałuszonymi oczami. Przeanalizowałam błyskawicznie całą noc w mojej głowie i z ulgą stwierdziłam, że nic nie piłam, także nic nie mogło się między mną, a nim wydarzyć. Tylko jedno stwierdzenie mogło w tej chwili opisać moje zdziwienie.
- O kurwa.-wydusiłam z siebie.
- Ja pierdole.-powiedział Chester dalej wpatrując się w moje oczy. Mądra wymiana zdań, nie ma co.
- Możesz mi powiedzieć, co Ty tutaj robisz?- zapytałam, lecz nie doczekałam się odpowiedzi.- Halo.-żadnej odpowiedzi.-Kurwa mać, Chester!- wydarłam się. Dopiero wtedy oprzytomniał i uśmiechnął się.
- Bo ten...chciałem Cię obudzić, ale tak słodko spałaś...Więc położyłem się tak koło Ciebie i czekałem aż wstaniesz, żeby Cię przestraszyć.-wyszczerzył się od ucha do ucha.
- Debil.-stwierdziłam po czym oboje usiedliśmy na łóżku. Przeciągnęłam się leniwie. Czułam na sobie jego spojrzenie.- No co?- zapytałam.
- Twoje oczy...Robią wrażenie.- powiedział jakby był w transie. Uśmiechnęłam się do niego.
- Przecież Ci mówiłam, że są nienaturalne.
- Ale nie sądziłem, że aż tak. Nigdy nie widziałem takich oczu. Połączenie bursztynu z zielenią... Zajebiste.
- Dobra nie słódź mi tu, bo tęczą rzygnę.- zaśmiałam się.- Która godzina?
- Będzie jakoś tak po 13
- ŻE CO?!- poderwałam się z łóżka i pobiegłam się ubrać do łazienki. Ogarnęłam włosy, nałożyłam szkła kontaktowe i  wróciłam do pokoju. Zastałam tam Chestera siedzącego w tej samej pozycji. Na jego twarzy malowało się zdziwienie i dezorientacja.
- Czego tak biegasz?- zapytał.
- Muszę wracać do domu.-powiedziałam przerażona. Stałam właśnie na środku pokoju i przetarłam ręką czoło. Chester wstał i za chwilę staliśmy twarzą w twarz.
- Nigdzie nie idziesz.-był strasznie poważny.
- Ty nic nie rozumiesz. Ja muszę.-usiadłam na łóżku, ponieważ cała się trzęsłam.
- Owszem, rozumiem.-usiadł obok mnie. Popatrzyłam się na niego i lekko się uśmiechnęłam choć sytuacja tego nie wymagała.- Nie pozwolę, aby znowu ktoś Ci zrobił krzywdę. Zresztą...tłumaczyłem Ci to już.
- Ale przecież nie mogę siedzieć u Ciebie cały czas. Ty przecież masz swoje życie, żonę...
- Kto Ci powiedział o niej?- nagle poderwał się z miejsca.
- No wczoraj siedziałam przecież z Mike'm. Rozmawialiśmy i coś tam wspominał, że masz żonę.- wyjaśniłam speszona. Nie chciałam żeby był zły na mnie lub na Mike'a. Nie potrzebnie się wygadałam.
- I co? Powiedział Ci jaka to ona zła nie jest?- zaczął się śmiać nie wiadomo dlaczego.- I wiesz co?- wskazał na mnie palcem i nagle w jego oczach pojawiły się łzy.- Miał rację.-dokończył i upadł na kolana. Schował twarz w dłonie i po prostu zaczął płakać. Szybko znalazłam się przy nim, zdjęłam mu okulary, które położyłam na podłodze i przytuliłam go jak najmocniej tylko mogłam. Oparł głowę o mój obojczyk i szlochał dalej.
- Jak mogłem być takim idiotą. Dlaczego to zawsze ja muszę mieć takie spieprzone życie?- wypowiedział pociągając nosem. Nigdy nie widziałam płaczącego mężczyzny...To było dla mnie dość wstrząsające przeżycie.
- Heej...Spokojnie. Jesteś silnym facetem, dasz sobie radę.-próbowałam go uspokoić. Ku mojemu zdziwieniu po kilku minutach przestał płakać.
- Przytul.-mruknął smutno.
- Przecież ciągle Cię przytulam.-zauważyłam. On tylko wtulił się we mnie jeszcze bardziej i objął moje ciało ramionami. To było...słodkie. Smutne, ale na swój sposób słodkie. Chester wydawał się taki bezbronny. Jak mały, zagubiony chłopiec.
- Dziękuję.-powiedział cicho i niechętnie się ode mnie oderwał. Zajrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Nagle w jego oczach przez ułamek sekundy zauważyłam jakby bursztynowy błysk. Uznałam to za zwidę i zignorowałam to.
- Nie ma za co.- odparłam.-Powiesz mi co się stało?- zapytałam, ponieważ martwiłam się o niego.
- Naprawdę chcesz usłyszeć w jakiej beznadziejnej sytuacji jestem?- odpowiedział ze smutkiem w głosie. Kiwnęłam twierdząco głową. Głośno westchnął wypuszczając ze świstem powietrze z ust.- Samantha...Coż...Zdradzała mnie z pierwszym lepszym, a ja głupi dalej ją kochałem. I w sumie dalej kocham.-wbił wzrok w podłogę, sięgnął ręką po okulary i założył je. Po jego policzku popłynęła samotna łza lecz wytarł ją szybko. Przytuliłam go ponownie. Było mi go naprawdę szkoda. Widać, że dalej bardzo kocha tą całą Samanthę i jest mu cholernie ciężko z faktem iż notorycznie go zdradzała i to z kim popadnie. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Błyskawicznie się od siebie oderwaliśmy i wstaliśmy z podłogi. Chester podszedł do okna sprawdzić kto przyszedł. Stał tam przez chwilę po czym odwrócił się do mnie z przerażoną miną.
- To ona.-mruknął i głośno przełknął ślinę.- Ja...ja nie dam rady. Pomóż mi.-wypowiedział niemal błagalnym tonem. Podeszłam do niego i złapałam go za ręce.
- Posłuchaj mnie...-spojrzałam mu głęboko w jego ciemne oczy.- Pójdziesz tam i powiesz jej co o niej myślisz. Wiem, że dalej ją kochasz, ale musisz być twardy. Jeśli raz Cię zdradziła, zrobi to kolejny raz nawet nie wahając się na sekundę. I to nie jest Twoja wina, tylko jej. Jest tępą idiotką bez uczuć skoro tak Cię potraktowała. Także spinaj dupę, zejdź na dół i powiedz jej żeby spieprzała. Ja sobie tutaj zaczekam, ale jeśli będzie stawiała jakikolwiek opór, zejdę tam, a wtedy przekonasz się jaka potrafię być dla takich ludzi jak ona. I uwierz mi...to nie będzie dla niej miłe.-uśmiechnęłam się do niego.- No już. Idź.-ponagliłam go. Zauważyłam, że moje słowa naprawdę na niego podziałały. Na twarzy Chestera nie malowało się już przerażenie lecz pewność siebie i zaciętość. W oczach pojawił się gniew i zdawałoby się, że zaraz zacznie mordować ludzi wzrokiem. W pewnym sensie bałam się go w tamtej chwili, ale przecież sama zagrzałam go do walki. Kiwnął  twierdząco głową i wyszedł z pomieszczenia.  Po chwili usłyszałam dosyć głośną wymianę zdań. Ta cała Samantha błagała Chestera o jeszcze jedną szansę, ale ten był nieugięty. Dosłownie kazał jej spieprzać. Byłam z niego dumna w tamtym momencie. Dawał radę mimo uczuć. Szacun. Usłyszałam głośny huk tłukącego się szkła. Zamarłam. Wybiegłam szybko z pokoju i zbiegłam błyskawicznie po schodach. W salonie zobaczyłam Chestera stojącego tyłem do mnie oraz Samanthę, która stała po drugiej stronie stolika, który miał swoją miejscówkę między telewizorem a kanapą. No tak. W nocy robił za dobrą podpórkę pod nogi. Ujrzałam również pobity, szklany wazon pod nogami Chazza. Doskoczyłam do niego ostrożnie tak, aby nie pokaleczyć sobie stóp. Wtedy ujrzałam jego twarz. Przestraszyłam się. Był lekko mówiąc wściekły.
- Chazz, możesz mi powiedzieć, co tu się do cholery jasnej dzieje?- zapytałam go, ale nie uzyskałam odpowiedzi. Spojrzałam na kobietę stojącą przed nami. Jeszcze około minutę wcześniej na jej twarzy malowało się przerażenie. Teraz uśmiechała się szyderczo.
- Widzę, że znalazłeś już sobie pocieszenie-zaśmiała się.-Kochanie.- dodała ironicznym głosem. Pięści mojego towarzysza zacisnęły się tak mocno, że aż syknął z bólu.
- Wyjdź.-warknął.
- Bo co? Zabijesz mnie wzrokiem? Nie boję się Ciebie. I wiesz co Ci jeszcze powiem? Ta suka.-tutaj wskazała na mnie.- Może sobie z Tobą robić co chce. Ty mi się już znudziłeś. Nie potrzebuję Cię.
- Do cholery jasnej! Wyjdź zanim stracę panowanie nad sobą.-wypowiedział po czym przymknął powieki. Złapałam go za rękę. Była dziwnie ciepła. Zdawało mi się, że zaraz jego skóra zacznie się palić. A może to tylko mój chory wymysł spowodowany tatuażami na rękach Chestera? Po chwili otworzył oczy, a kobieta przed nami nie wiadomo dlaczego jakby się przeraziła.
- Pieprzony psychol.- wypowiedziała szyderczym głosem i już zaraz jej nie było. Zastanawiałam się czego ona tak się wystraszyła. Przytuliłam nadal wzburzonego Cheza.
- Jestem z Ciebie dumna.-powiedziałam cicho.
- To dzięki Tobie mi się udało. Gdyby nie Ty, zapewne wróciłbym do niej. Teraz jednak wiem, że tak naprawdę nic dla niej nie znaczyłem. Dziękuję.- wypowiedział.
- Nie ma za co.- uśmiechnęłam się po czym schyliłam się, aby posprzątać kawałki szkła, które nadal leżały nam pod nogami.
- Co Ty robisz?- zapytał Chez stojąc nade mną.
- Trzeba posprzątać żeby nikt w to nie wszedł, co nie?
- Zostaw to. Ja to zrobię. Zaraz się skale...-nie dokończył, ponieważ skaleczyłam się szkłem.-No właśnie.-dodał.- Chodź, opatrzę Ci tego palca.-zaprowadził mnie do łazienki i odkaził dosyć sporą ranę na moim palcu.
- No. Zrobione. Dzielna dziewczynka.-powiedział nakładając plaster na ranę i pogłaskał mnie po głowie.
- Dzięki.-mruknęłam na co on odpowiedział mi uśmiechem.
- Nie ma za co.-wyszliśmy z łazienki.- To Ty sobie usiądź czy coś, a ja pozbieram te szkło.-jak powiedział tak zrobił. Po kilku minutach było posprzątane. Ja w tym czasie siedziałam na kanapie i śledziłam poczynania Chestera. Wyszedł z domu, aby wyrzucić te śmieci.
-Chester?- zagadałam kiedy wrócił.
- Tak?- usiadł obok mnie.
- Czego ona się tak wystraszyła?- zapytałam, a on uniósł do góry brew.
- Nie mam zielonego pojęcia. Może miałem dziwny wyraz twarzy...-zamyślił się.- Na pewno tak było. Nazwała mnie psycholem.
- Ona chyba siebie nie widziała, serio.-zaśmiałam się. Nastała niezręczna cisza.
- Liv, jeśli chcesz to mogę pojechać z Tobą do Twojego domu. Zabierzesz swoje rzeczy i zamieszkasz u mnie.
- Chester ja...
- Nie przyjmuję odmów.- przerwał mi.- Wolisz tam dalej mieszkać?
- No nie, ale...
- No właśnie. Zamieszkasz u mnie, a jak Ci się nie spodoba to najwyżej pomogę Ci poszukać jakiejś miejscówki niedaleko.
- Dziękuję.-wypowiedziałam i wtuliłam się  w niego.- Jesteś niesamowity.
- Naprawdę nie ma za co. Muszę Ci się jakoś odwdzięczyć za to co dla mnie dzisiaj zrobiłaś. Pokazałaś, że można Ci ufać. Nie wyzwałaś mnie od miękkich kluch kiedy wypłakiwałem Ci się w ramię. Pomogłaś mi, zagrzałaś do walki. Bez Ciebie bym sobie nie poradził.
- Coś Ty...Nie jesteś miękką kluchą. Każdy czasami ma chwilę załamania i nie potrafi sobie z tym poradzić. Nie zostawiłam Cię wtedy, bo wiem jak było ze mną. Kiedy ja byłam w dołku, nikt mi nie pomógł. Dlatego nie chcę, aby ktokolwiek inny czuł się tak samo jak ja wtedy.-powiedziałam szczerze. Przytulił mnie do siebie jeszcze mocniej i pocałował we włosy.
- Dziękuję.- wypowiedział.- A teraz musimy się zbierać. Im szybciej tam pojedziemy tym szybciej wrócimy.
Wstaliśmy z kanapy, ubraliśmy buty i już zaraz byliśmy w drodze do mojego domu. Przez całą drogę rozmawialiśmy dosłownie o wszystkim. Nagle sobie o czymś przypomniałam i postanowiłam zapytać się o coś mojego towarzysza.
- Chester?- zagadałam.
- Co jest?- zapytał dalej uważnie patrząc na drogę.
- Znalazłby się u Ciebie jakiś mały kąt dla jeszcze kogoś?- zapytałam niepewnie. Chazz odwrócił na chwilę głowę w moją stronę.
- To znaczy?
- Nie nic...bo jest taki jeden przystojniak i ten...to mój najlepszy przyjaciel...
- Słuchaj...pod swój dach zabieram tylko Ciebie, ponieważ mam do Ciebie zaufanie. Nie będzie mieszkała u mnie osoba, której nawet nie znam. A poza tym...co z niego za przyjaciel skoro nie widzi w jakim jesteś stanie? Gdyby był spoko to już dawno by się Tobą zajął i wziął do siebie.-powiedział, a ja zaczęłam się śmiać.
- Miałabym mieszkać w domku chomika?- wypowiedziałam przez śmiech.- Dobrze się czujesz?- zaczęłam śmiać się jeszcze głośniej, a on tylko przywalił sobie z całej siły z otwartej dłoni w czoło i również zaczął się śmiać.
- Mogłaś powiedzieć, że o chomika chodzi.
- To co? Znajdzie się miejscówka?- zagadnęłam, a on pokiwał twierdząco głową.
- Jasne. Nie ma sprawy. Tylko żeby mi kabli nie zjadł.- zaśmiał się. Resztę drogi spędziliśmy w ciszy. Nie docierało do mnie, że zamieszkam u niego. Rozsądek mi mówił, że nie powinnam. Przecież znam go zaledwie dzień. Ale mimo wszystko jakaś siła mnie do niego ciągnęła. Jakieś przeczucie. Dziwne.
Dojechaliśmy na miejsce. Chester wysiadł i szybko przemknął do moich drzwi po czym je otworzył. Uśmiechnęłam się.
- No proszę...jaki dżentelmen.
- Do usług.-ukłonił się.- Chodźmy.-poszliśmy w stronę domu. Stanęliśmy przed drzwiami. Spojrzeliśmy na siebie po czym głośno wciągnęłam powietrze do płuc. Weszliśmy do domu i pognaliśmy szybko do mojego pokoju. To co tam zastałam...Koszmar. Miałam ochotę się rozpłakać. Cały pokój był zdemolowany. Ubrania porozrzucane. Ale nie przejmowałam się tym. Pierwsze co zrobiłam to podbiegłam do klatki, która stała na szafce niedaleko mojego łóżka. Zajrzałam do domku mojego chomika. Na szczęście tam był. Wyciągnęłam go stamtąd szybko. Moją uwagę przykuł jakiś biały proszek w miseczce z karmą dla mojego kochanego zwierzątka. Serce zaczęło mi szybciej bić. Łzy pojawiły się w zielonych oczach. Obejrzałam zwierzę z każdej strony.
- Co się stało?- zapytał Chez widząc co robię. Podszedł do mnie.
- Ten skurwiel chciał otruć chomika! Nasypał mu trutki na szczury do miski z karmą.-wypowiedziałam przerażona.
- Ale nic mu nie jest?- zapytał przejęty.
- Najwyraźniej nie. Widać nie zdążył tego zjeść.-sięgnęłam po miseczkę z trutką i z całej siły cisnęłam nią w głąb pokoju. Odstawiłam chomika do klatki i zamknęłam ją. Z szafy wyciągnęłam walizkę i zaczęłam pakować najpotrzebniejsze rzeczy. Chester mi w tym wszystkim pomagał. Kiedy już wszystko było zapakowane, Chez zaniósł wszystkie moje torby do samochodu. Nagle usłyszałam głośny huk zamykanych drzwi. To mój "ojciec" wrócił do domu. Niewiele myśląc, wstałam zacisnęłam pięści i wyszłam pewnym krokiem z pokoju po czym zeszłam po schodach. Przy drzwiach wyjściowych zauważyłam tego sukinsyna. Ledwo stał na nogach, ponieważ tak był napity. Jeszcze mocniej zacisnęłam pięści i bez żadnych skrupułów pchnęłam go z całej siły na ścianę. Patrzył się na mnie przestraszonym wzrokiem. Po chwili jednak uśmiechnął się szyderczo.
- Co mała...chcesz się zabawić?- zapytał tym swoim ohydnym tonem, a ja jeszcze mocniej przycisnęłam go do ściany przez co syknął z bólu.
- Nie pierdol głupot tylko mów dlaczego chciałeś otruć mojego chomika.-wypowiedziałam wściekła. Stef to niby tylko zwierzę, ale kochałam go jak członka rodziny. Był dla mnie bardzo ważny.
- Miałem go dość.-odpowiedział.
- Jego klatka stoi w moim pokoju.- prychnęłam.-Niby w czym do cholery jasnej miał Ci przeszkadzać?! - wykrzyczałam. W ułamku sekundy ten sukinsyn wyrwał mi się i uderzył mnie z całej siły przez co upadłam na podłogę. Złapał mnie za włosy i zaciągnął do drugiego pokoju. Rwałam się i krzyczałam z całej siły, aby Chester mógł mnie usłyszeć. Jednak na próżno. Jack zakrył mi usta dłonią. W moich oczach pojawiły się łzy. On znowu chciał to zrobić. Rozerwał moją koszulkę na strzępy. Zaczął zachłannie całować szyję. To było obleśne. Nie chciałam tego. Postanowiłam zaryzykować. Ugryzłam go w rękę, którą dalej zasłaniał mi usta. Krzyknął z bólu.
- Pożałujesz tego suko.-warknął. Poczułam silne uderzenie w twarz. Wszystko zaczęło mi się rozmazywać przed oczami. Straciłam przytomność.